Rozbrojenie posterunku Milicji Obywatelskiej w Krzczonowie

Odpis. Sprawozdanie końcowe. Lublin, dnia 18 marca 1946 roku. Ja, Smyk Jerzy, z Referatu Śledczego Komendy Powiatowej, prowadząc dochodzenie w sprawie napadu – przez bandę – na posterunek Milicji Obywatelskiej w Krzczonowie, ustaliłem, że była to banda – w sile od 32 do 35 ludzi – pod dowództwem znanego bandyty pseudonim „Zapora”. Banda ta była uzbrojona w broń maszynową „dektyrofy”, pepesze, kilku w kabeki, a każdy z nich miał pistolet i granaty. Dokładnej ilości broni maszynowej i innej określić nie można. Umundurowani w mundury Wojska Polskiego, część po cywilnemu, przyjechali od strony trzech kolonii gminy Krzczonów, furmankami. Po przyjeździe do Krzczonowa rozbroili posterunek i obrabowali go, zabierając trzy kabeki (własność posterunku), jednego kabeka znalezionego, amunicję, pistolet, dwa granaty, cztery koce, dwa prześcieradła, trzy płaszcze, czterdzieści kilogramów śledzi, dziesięć kilogramów mięsa, dziewięć i pół kilogramów cukru, siedem kilogramów mydła, jeden mundur, pas. Na posterunku zastali tylko milicjanta Afsiukiewicza, jako służbowego. Zastępca, komendant Rakosz, był w Urzędzie Gminnym. Komendant poszedł do szewca. Milicjant Dobranow był w domu, zwolniony przez lekarza. Po obrobieniu posterunku zabrali ze sobą Afsiukiewicza – milicjanta. Później zaś odnaleźli komendanta posterunku Wójcika, którego też zabrali ze sobą, i po pewnym czasie zaczęli bić obu. Potem komendanta rozebrali do bielizny i kazali odejść do posterunku. W tym to czasie druga grupa tej bandy rabowała spółdzielnię, wyrąbując drzwi i rabując różne towary, jak cukier, pończochy, perfumy, noże, kraty do lamp i szereg innych towarów. Obywatelowi Mysłowskiemu Michałowi zrabowali zegarek, wszystkie dokumenty i 700 złotych, legitymację Samopomocy Chłopskiej, kwity zbożowe, bijąc go, a nawet byli w zamiarze zastrzelić. Później obrabowali sklep Mysłowskiego Kajetana, zabierając towary łokciowe i wszelką galanterię, bijąc go w okrutny sposób. Po obrabowaniu sklepów i rozbrojeniu posterunku, co trwało około dwóch godzin, to znaczy od godziny 15:00 do 17:00, odjechali na ośmiu furmankach, zrabowanych przymusem z Krzczonowa, w stronę Bychawy, minując po drodze słup telefoniczny na drodze Krzczonów–Bychawa. Więcej napadów rabunkowych, w tym to czasie, na tamtejszym terenie, banda nie dokonała. Ludność, jak zauważono, jest wrogo nastawiona do robionych wyczynów, przez podaną bandę. Smyk Jerzy, kapral.

Autor: Jerzy Smyk