Wierność bez kompromisów. Historia Jana Kuropatwy – partyzanta z oddziału „Zapory”.

Losy Jan Kuropatwy wpisują się w dramatyczną historię pokolenia, które dojrzewało w cieniu wojny i musiało dokonywać wyborów na całe życie w rzeczywistości pozbawionej prostych odpowiedzi. Urodzony 5 grudnia 1920 roku w Wólce Łubkowskiej, w parafii Kraczewice, wyrastał w świecie wymagającym, opartym na pracy, silnych więziach rodzinnych i jasno określonych wartościach. Wczesne dzieciństwo Jana naznaczone zostało stratą. Gdy miał niespełna dwa lata, tragicznie zginął jego ojciec, Franciszek Kuropatwa. Wychowaniem chłopca zajął się ojczym, Stanisław Depta, który – jak wspominała rodzina – traktował go jak własnego syna. Dom rodzinny nie był liczny, ale panowała w nim atmosfera wzajemnego wsparcia i odpowiedzialności. Matka, Franciszka z domu Górniak, była osobą zaradną i pracowitą, a choroba ojczyma sprawiła, że Jan bardzo wcześnie musiał dorosnąć i przejąć część obowiązków. Od najmłodszych lat związany był z ziemią i gospodarstwem. Praca nie była dla niego przymusem – była naturalną częścią życia. Szczególną miłością darzył konie, które stały się jego pasją na całe życie. Już jako chłopiec podejmował prace polowe, ucząc się ich stopniowo pod okiem starszych. Ta bliskość natury i ciężkiej pracy ukształtowała jego charakter: wytrwały, odpowiedzialny, a jednocześnie pełen energii i zamiłowania do życia. Ukończył cztery klasy szkoły powszechnej, wyróżniając się bystrością, dobrą pamięcią i zdolnościami matematycznymi. Był jednocześnie żywym, pełnym humoru młodzieńcem, skorym do żartów i psot, a także cenionym towarzyszem zabaw i potańcówek, gdzie dawał się poznać jako znakomity tancerz. Okres II wojny światowej przyniósł moment przełomowy. Choć szczegóły jego działalności konspiracyjnej nie zachowały się w pełni, wiadomo, że w latach 1943–1944 zaangażował się w działalność podziemia niepodległościowego, najprawdopodobniej poprzez kontakty rodzinne ze strony ojczyma. Związał się z oddziałem dowodzonym przez Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”, jednego z najbardziej znanych dowódców partyzantki na Lubelszczyźnie. W konspiracji używał pseudonimu „Sroka”, nawiązującego zarówno do jego nazwiska, jak i cech przypisywanych temu ptakowi – sprytu i czujności. Pojawia się również pseudonim „Murzyn”, nadany przewrotnie ze względu na jego jasną karnację i wrażliwość na słońce. O jego konkretnych działaniach bojowych wiadomo niewiele – opowiadał o nich głównie synom, lecz wspomnienia te nie zostały spisane. Pozostały jedynie ślady w pamięci rodziny oraz pojedyncze relacje o walkach, akcjach i życiu w ciągłym zagrożeniu. Po zakończeniu wojny jego życie nie wróciło do normalności. Jak wielu żołnierzy podziemia, znalazł się pod stałą obserwacją komunistycznych służb bezpieczeństwa. Mimo formalnego ujawnienia się, był wielokrotnie nękany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Rewizje, zastraszanie, brutalne przeszukania domu stały się częścią codzienności jego rodziny. Jedno z takich wydarzeń w 1949 roku omal nie zakończyło się tragedią, gdy funkcjonariusz oddał strzał w kierunku jego matki – kula uderzyła w piec, pozostawiając ślad, który przez lata przypominał o tamtym dniu. Został także aresztowany, jednak nigdy nie zapadł wobec niego wyrok skazujący. Żył w rzeczywistości nieustannej niepewności, ale nie zmienił swoich przekonań. Nie ufał władzy komunistycznej, unikał zależności od państwa, nie korzystał z przywilejów i stanowczo sprzeciwiał się jakimkolwiek kompromisom ideowym. Najlepiej oddaje to jego reakcja na propozycję, by syn zapisał się do partii w zamian za możliwość otrzymania ciągnika: „po moim trupie”. Dla niego była to kwestia zasad, których nie można było negocjować. W 1947 roku ożenił się z Heleną z domu Matys. Razem stworzyli rodzinę, wychowując czworo dzieci. Jako ojciec był troskliwy, ale wymagający. Choć praca w gospodarstwie pochłaniała większość jego czasu, zależało mu na wykształceniu dzieci i ich przyszłości. W domu panował tradycyjny model rodziny, w którym miał silną pozycję, ale w sprawach osobistych potrafił być ugodowy. Po wojnie całkowicie poświęcił się pracy na roli. Prowadził gospodarstwo o powierzchni 12 hektarów, które – słabo zmechanizowane – wymagało ogromnego nakładu pracy. Funkcjonowanie gospodarstwa opierało się głównie na produkcji roślinnej przeznaczonej na paszę oraz hodowli zwierząt – krów, świń, drobiu i koni. Stałym źródłem dochodu była sprzedaż mleka i jaj. Najważniejsze pozostawały dla niego ziemia, rodzina i niezależność. Każdy dzień zaczynał od obrządku zwierząt, a kończył późnym wieczorem, często przy próbach słuchania Radia Wolna Europa – dla niego jedynego wiarygodnego źródła informacji. Pozostał człowiekiem aktywnym społecznie. Pełnił funkcję sołtysa, a w latach 80. zaangażował się w tworzenie struktur Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Cieszył się szacunkiem sąsiadów, był znany jako znawca koni i człowiek o zdecydowanych poglądach. Nie znosił obłudy ani oportunizmu, zawsze mówił to, co myślał, niezależnie od konsekwencji. Jego osobowość łączyła w sobie odwagę, upór i poczucie humoru. Potrafił żartować, opowiadać anegdoty, a jednocześnie stanowczo bronić swoich przekonań. Był człowiekiem czynu – nie unikał trudnych sytuacji i nie wycofywał się z podjętych decyzji. Nawet w podeszłym wieku zachowywał sprawność i niezależność, czego symbolem stała się historia jego wizyty w aptece w Poniatowej, dokąd przyjechał konno, budząc zdumienie dzieci. Zmarł 18 października 1997 roku w szpitalu w Poniatowej. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Łubkach, gdzie jego grób do dziś pozostaje pod opieką rodziny. Historia Jana Kuropatwy to opowieść o konsekwencji i wierności własnym zasadom w czasach, które często wymuszały kompromisy. Jego działalność konspiracyjna nie została w pełni udokumentowana, wiele faktów bezpowrotnie zaginęło wraz z nim i jego najbliższymi. Pozostała jednak pamięć o człowieku, który przez całe życie kierował się przekonaniem, że działa dla dobra ojczyzny i nie wolno mu tej drogi porzucić – niezależnie od ceny.

Autor: Piotr Norbert Kononowicz