„Zapora”

Czterdzieści lat temu, 7 marca 1949 roku, w kazamatach Urzędu Bezpieczeństwa na Rakowieckiej, stracony został Hieronim Dekutowski ps. „Zapora” – cichociemny, żołnierz Armii Krajowej i „Wolności i Niezawisłości”, Kawaler Krzyża Virtuti Militari. Urodził się 24 września 1918 roku, w Tarnobrzegu, jako dziewiąte dziecko. Ojciec był blacharzem. Do dzisiaj żyją dwie siostry. W domu, jak można przypuszczać, nie przelewało się. Żywe natomiast były tradycje patriotyczne. Najstarszy z braci, Józef, poległ na wojnie bolszewickiej w 1920 roku. Szkoła, harcerstwo, matura. O tym okresie życia Hieronima opowiada ojciec Augustyn, dominikanin, jego przyjaciel z lat młodości. We wspomnieniach tych jawi się on jako zdolny uczeń i dobry kolega. Był obowiązkowy, stanowczy, a zarazem troszczył się o słabszych. We wrześniu 1939 roku nie został zmobilizowany, ale zgłosił się na ochotnika. Wraz z resztkami Trzydziestej Dziewiątej Dywizji Piechoty, przeszedł granicę węgierską. Szybko uciekł z obozu internowania i – szlakiem przez Jugosławię, Włochy – przedostał się do Francji. Tam otrzymał skierowanie do Czwartego Pułku Drugiej Dywizji Strzelców Pieszych i skierowanie do Szkoły Podchorążych. Podchorążówkę ukończył dopiero w Anglii i został przydzielony do Pierwszej Brygady Strzelców. Jesienią 1942 roku zgłosił się na przeszkolenie spadochronowe i dywersyjne, z zamiarem powrotu do walczącego kraju. 4 marca 1943 roku złożył przysięgę żołnierzy Armii Krajowej, na ręce pułkownika Michała Protasewicza ps. „Rawa”, komendanta ośrodka szkoleniowego w Audley End. Operacja otrzymała kryptonim „Neon 1”. Jej uczestnicy wystartowali wieczorem 16 września 1943 roku. Zrzutków przejmowała placówka „Garnek”, w powiecie pułtuskim, kilka kilometrów na północny zachód od Wyszkowa. Hieronim Dekutowski miał już wówczas stopień podporucznika. Wtedy też przybrał pseudonim „Zapora”. Po przerzuceniu z placówki odbiorczej, po okresie aklimatyzacji u „ciotek”, podporucznika „Zaporę” przydzielono do Inspektoratu Armii Krajowej Zamość. Objął dowództwo nad skadrowaną Czwartą Kompanią Dziewiątego Pułku Piechoty Armii Krajowej. Z miejsca włączył się do działań wymierzonych w niemiecką akcję wysiedlania ludności polskiej z Zamojszczyzny. Niemcy meldowali: „Trzech niemieckich osadników zastrzelono. Jedno gospodarstwo podpalono”. Z kolei meldunek Armii Krajowej, o tej samej akcji, brzmiał: „Oddział »Zapory« miał w nocy akcję na wieś Źrebce. Rezultat: straty własne 1, straty nieprzyjaciela 7, i stodoła z Niemcami, o niewiadomej liczbie, spalona”. W trudnych, zimowych warunkach, w zniszczonym pacyfikacjami kraju, „Zapora” zdawał praktyczny egzamin z tego, czego nauczył się w szkole cichociemnych. Egzamin musiał wypaść dobrze, skoro już w lutym 1944 roku awansował on na szefa Kedywu Inspektoratów Lublin i Puławy. Jego poprzednicy na tym stanowisku, również cichociemni, polegli. Podporucznik Jan Poznański ps. „Ewa” zginął w październiku 1943 roku podczas akcji, podporucznik Stanisław Jagielski ps. „Siapek” został schwytany przez Niemców i po torturach na Zamku Lubelskim powieszony w Kurowie. „Zapora” szybko zorganizował Oddział Dyspozycyjny Kedywu (OP 8), zbierając działające na tym terenie patrole dywersyjne. Oddział ten i oddział podporucznika Mariana Sikory ps. „Przepiórka” wykonały, do lipca 1944 roku, 83 akcje bojowe. W walkach tych „Zapora” został ranny. Wtedy też otrzymał awans i Krzyż Virtuti Militari V klasy. Do „Burzy” oddział „Zapory” przystąpił w składzie trzech plutonów, w liczbie ponad 200 żołnierzy, dobrze uzbrojonych i wyszkolonych. Znów następuje szereg udanych akcji, przy minimalnych stratach własnych. Żyjący do dzisiaj podkomendni podkreślają, że „Zapora” cenił krew żołnierską i umiał dbać o ludzi. Po akcji „Burza” wkraczające na ziemie polskie armie radzieckie rozbrajały siłą oddziały Armii Krajowej. Wielu akowców z Lubelszczyzny uwięziono w dopiero co wyzwolonym obozie na Majdanku. „Zapora” zdecydował się na rozwiązanie swojej kompanii, ale niektórzy żołnierze nie mieli gdzie się schronić. Został więc z nimi. W sierpniu podjęli próbę przebicia się za Wisłę, do kieleckiego zgrupowania Armii Krajowej „Jodła”, żeby razem iść na pomoc walczącej Warszawie. Próba nie udała się. Trzeba było trwać na miejscu, wobec nasilających się represji i wywózek na Wschód. 19 stycznia 1945 roku generał Leopold Okulicki ps. „Niedźwiadek” rozwiązał Armię Krajową. Dwa miesiące później on sam i inni przywódcy Polski Podziemnej zostali uprowadzeni przez N.K.W.D. do Moskwy. W kraju powstała organizacja „Wolność i Niezawisłość”, która za główne zadanie stawiała sobie ochronę żołnierzy podziemia oraz sprzyjającej im ludności przed bezwzględnymi represjami Urzędu Bezpieczeństwa, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i N.K.W.D.. „Zapora” objął dowództwo oddziału, a później Zgrupowania Oddziałów „Wolności i Niezawisłości” Okręgów: Lubelskiego, Kieleckiego i Rzeszowskiego. W trudnych warunkach przetrwał jeszcze dwie zimy. O nim też napisano: „Przeprowadził co najmniej 58 akcji dywersyjno–terrorystycznych na terenach województw: lubelskiego, rzeszowskiego i kieleckiego, w których zginęło około 400 osób – żołnierzy Wojska Polskiego i Armii Czerwonej, funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej, członków Polskiej Partii Robotniczej i bezpartyjnych. Nie skorzystał z wiosennej amnestii w 1947 roku. Ujęty na punkcie przerzutowym w Nysie, skąd zamierzał uciec na Zachód” (Jędrzej Tucholski, „Cichociemni”, strona 306, Warszawa 1985). Co do amnestii, to mówią niektórzy, że owszem, skorzystał. Najpierw pertraktował długo z „bezpieką”, stawiając warunek wypuszczenia więzionych akowców, a później, po amnestii, ujawnił się, co potwierdzają żyjący do dzisiaj świadkowie. Gdy mimo tego groziło mu aresztowanie, próbował uciec przez „zieloną granicę”. Schwytano go, z towarzyszami, dokładnie w cztery lata po tym jak skoczył do okupowanego kraju. Był podobno wesoły i towarzyski. Na zdjęciu widać go ze szklanką bimbru, jak to w partyzantce. Niewysoki, ale przystojny, miał, jak mówią, duże powodzenie u kobiet. Godzinami potrafił bawić się z dzieckiem, swoją chrześniaczką (to już było po wkroczeniu Rosjan). Więzienie, śledztwo, z pełnym repertuarem metod Urzędu Bezpieczeństwa, i rozprawa przed sądem w Warszawie. Na rozprawę oskarżonych przywożono poprzebieranych w mundury niemieckie. Wyrok śmierci. „Zapora” podjął jeszcze dramatyczną próbę ucieczki z Rakowieckiej. Oczekujący na wykonanie wyroku więźniowie wygrzebali łyżką dziurę w murze. Wykrycie tej próby skończyło się straszliwym skatowaniem więźniów. „Zaporę”, z wybitymi zębami i połamanymi żebrami, umieszczono w karcerze, w betonowym bunkrze o wymiarach metr na metr. Dogorywał tak w wodzie i w ekskrementach. Wieczorem, 7 marca 1949 roku, wykonano wyrok. Z pistoletu, w tył głowy. Zwłoki wrzucono do papierowego worka. Tego samego wieczora i w ten sam sposób stracono jego sześciu towarzyszy: Romana Grońskiego ps. „Żbik”, Stanisława Łukasika ps. „Ryś”, Jerzego Miatkowskiego ps. „Zawada”, Tadeusza Pelaka ps. „Junak”, Edmunda Tudruja ps. „Mundek” i Arkadiusza Wasilewskiego ps. „Biały”. Od dnia, w którym „Zapora” złożył przysięgę Armii Krajowej, minęło sześć lat i trzy dni. W czterdziestą rocznicę tej śmierci, w kościele ojców Pallotynów w Gdańsku, modlili się za ich dusze żyjący jeszcze towarzysze broni i przyjaciele. A 12 marca 1989 roku, w kościele ojców Dominikanów w Tarnobrzegu, ksiądz biskup Edward Frankowski, pseudonim akowski „Wyrwa”, odsłonił i poświęcił tablicę pamiątkową ku czci „Zapory” i jego żołnierzy.

Autor: Wacław Biały