List Aleksandera Głowackiego do Izabelli Kochanowskiej z 19 września 1995 roku

19 września 1995 roku. Izo! Już w niedzielę skończyłem czytać „Zaporczyków” i stale jeszcze nie mogę opanować wzburzenia, jakie lektura tej książki spowodowała. Szereg wypowiedzi autorki, w drugiej części książki, rozmijał się rażąco z prawdą i budził początkowo zdziwienie, a potem niesmak. W części trzeciej zakłamań przybywa, a przedstawiony przebieg ujawnienia i roli osób, biorących w tych wydarzeniach udział, jest wręcz niegodziwością, kłamstwem i podłością. Nie będę wymieniał wszystkich tych kłamstw teraz. Twierdzę jedynie, że wprowadzenie wątku uchylania się Komendy Okręgu „Wolności i Niezawisłości” w Lublinie od wydania rozkazu ujawnienia jest kłamstwem, graniczącym z głupotą, oraz, że wszystkie rozmowy, prowadzone przez „Zaporę”, „Drugaka” i mnie, przebiegały spokojnie – w atmosferze wzajemnego szacunku. Pisanina o podniesionych głosach w trakcie rozmów w tym gronie – chyba dla celu zwiększenia autentyzmu przedstawionych wydarzeń – nie daje zamierzonego efektu, podobnie jak wszystkie cholery, k… i p…, kraszące inne treści książki. Nie może też tego tłumaczyć zamiar zbeletryzowania formy książki. Jest rzeczą oczywistą, komu zależało na przedstawieniu tak wykrzywionej historii „Zaporczyków”. Swoistej pikanterii dodaje fakt, że pisała ją rzekomo historyk. Historię „Zaporczyków” trzeba będzie wyprostować – wyciągnąć na powierzchnię obiektywną prawdę. Rezygnuję z zakupu zamówionych książek. A ja się trudziłem, aby jak najdokładniej przedstawić wydarzenia, w których przecież brałem udział i które dobrze, stale dobrze, pamiętam. Aleksander Głowacki.